O.Z.S.M. Dywizja I rozdział 3 cz. 2
***
- Za przeproszeniem - odezwał się Mikołaj - ale to ty nas wezwałaś, więc oczekiwaliśmy, że to ty masz coś ciekawego do powiedzenia...
- Wezwałam? A! No w sumie faktycznie...zauważyliście, że często używam zwrotu "w sumie"? Za dużo matematyki...Tak, wezwałam was, ponieważ...zapomniałam co chciałam...ach, pewnie nie ważne! Napijecie się herbaty?
- Chętnie - odpowiedziała Felicja, zanim spostrzegła odradzające spojrzenie kaprala. Generał nagle niesamowicie poweselała.
- Pewnie, już robię! Jaki chcesz smak? - spytała włączając jeden z dwóch palników na kuchence gazowej i stawiając na ogniu czajnik, który chyba pamiętał kilka stuleci. Trzeba jednak przyznać, że był zadziwiająco dobrze utrzymany.
- Ach, nie przejmuj się, może wygląda staroświecko, ale jest całkowicie nowy. Kupiłam go nie dalej jak wczoraj. - powiedziała Milka, jak gdyby czytając Feli w myślach...cóż, kto wie, czy nie czytała.
Kolejna godzina minęła na rozmawianiu o herbacie. Starsza oficer boleśnie się przekonała, że generał posiada trzy szafki wypełnione od góry do dołu najróżniejszymi, często dziwnymi smakami herbat. Koniec końców dziewczyna miała okazję spróbować aż pięciu smaków i powoli pogłębiała się jej szczera nienawiść do tego napoju. Mikołaj przyniósł sobie kawę w termosie i wykręcił się marną wymówką o uczuleniu na herbatę.
- Ach! Właśnie! - Milka nagle przerwała swój wykład o tym, że herbata powinna rządzić światem i jej wspaniałość jest nieporównywalna. - Już wiem co chciałam! Chodzi o to, że ostatnio mi się trochę nudzi...
Nie dało się nie zauważyć, że kapral nagle pobladł i chyba nawet przestał oddychać...w każdym razie Fela to dostrzegła, w przeciwieństwie do szefowej, która kontynuowała swoją wypowiedź najspokojniej w świecie
- ...dlatego pomyślałam sobie, że totalnie zmienimy wygląd bazy naszej dywizji...chociaż właściwie to jedynym co pozostanie po poprzednim budynku, będzie moja piwnica...W każdym razie, przekażcie wszystkim, żeby w ciągu tego tygodnia opróżnili budynek ze wszystkiego co chcą zachować w jednym kawałku...
Mikołaj wypuścił z siebie nagle powietrze
- A co ze spaniem? Ludzie maja w budynku mieszkania...
- Ach, to...niech sobie rozłożą namioty gdzieś w pobliżu...tak sobie pomyślałam, że fajnie by było, gdyby baza była jednocześnie naszą wizytówką, więc co powiecie na to, żeby zrobić jeden wielki mechanizm?
- A co ten mechanizm miałby robić?
Milka spojrzała na niego, popatrzyła w przestrzeń, wstała, żeby zrobić sobie herbatę (przy okazji chyba też upiekła ciasteczka) i usiadła z powrotem za biurkiem
- Nie wiem, wymyślcie coś.
Po kolejnych kilku godzinach rozmów w końcu Mikołaj i Felicja mogli się poczuć wolni, czyli wyjść z piwnicy.
- Nie wierzę, że kazała nam od podstaw zbudować budynek bazy...- Starsza oficer opadła na krzesło, gdy w końcu wspięli się po schodach i dotarli do jadalni
- To jeszcze nic...ostatnim razem, jak jej się nudziło zorganizowała zawody qui...tej gry z Harrego Pottera...żeby było zabawniej piłki eksplodowały przy dotknięciu człowieka...wszystkie oprócz tej małej, co się jej nie dało złapać, bo latała z prędkością dźwięku...
- Grałeś?
- Co ty...ci co grali wciąż leżą w szpitalu dywizji medycznej...niektórzy mają to szczęście być w śpiączce...
- OK, teraz jest dużo lepiej niż wtedy...ale i tak, kto widział robić zbiórki w czasie pełni o drugiej w nocy?!
- Ona. Krążą pogłoski, że jest wampirem, dlatego nawet jeśli wychodzi w dzień, ma ze sobą swoją parasolkę. Dlatego też jedyne piętro na którym są okna to to na którym prawie nigdy nie bywa. Mniejsza z tym, chodźmy ogłosić ludziom, że muszą się pożegnać z obecnym budynkiem i wziąć się za projektowanie nowego...
Komentarze
Prześlij komentarz